Samorządy chcą więcej autobusów, niż państwo jest w stanie sfinansować. Najnowszy nabór w Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych pokazał skalę problemu: wniosków było o 260 mln zł więcej niż dostępnych środków, a część zaplanowanych połączeń już dziś stoi pod znakiem zapytania.
Tegoroczny nabór w Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych po raz kolejny potwierdził, że samorządy wciąż widzą w nim jedno z kluczowych narzędzi walki z wykluczeniem transportowym. Problem w tym, że zainteresowanie programem wyraźnie przerosło jego możliwości finansowe. Po rozstrzygnięciu naboru na 2026 rok okazało się, że do pełnego sfinansowania złożonych wniosków zabrakło około 260 mln zł.
To największy deficyt środków od lat funkcjonowania programu i jednocześnie sygnał, że skala potrzeb transportowych w Polsce rośnie szybciej niż budżet państwowego wsparcia.
Duże zainteresowanie, za mała pula
W ramach naboru na 2026 rok do rozdysponowania była pula przekraczająca 1 mld zł. Środki te miały – jak co roku – zasilić organizatorów pozamiejskich przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej, przede wszystkim na liniach lokalnych i regionalnych. Samorządy złożyły jednak wnioski opiewające na kwotę wyższą o około 260 mln zł niż dostępny budżet.
Deficyt środków nie jest abstrakcyjny – przekłada się bezpośrednio na ryzyko likwidacji lub nieuruchomienia konkretnych połączeń. W części województw braki liczone są w dziesiątkach milionów złotych, a samorządy wprost sygnalizują, że bez dodatkowego wsparcia nie będą w stanie utrzymać zaplanowanej oferty przewozowej.
Dla wielu związków transportowych i powiatów oznacza to konieczność powrotu do starych dylematów: ograniczać liczbę kursów, skracać linie albo całkowicie rezygnować z niektórych połączeń – często na obszarach o najniższej dostępności transportu publicznego.
Ministerstwo w poszukiwaniu pieniędzy i szerszy problem systemowy
W odpowiedzi na wyniki naboru Ministerstwo Infrastruktury potwierdziło, że skala niedoboru jest znana i trwają rozmowy z Ministerstwem Finansów w sprawie ewentualnego zwiększenia puli środków. Z deklaracji resortu wynika, że decyzje w tej sprawie mają zapaść w najbliższych tygodniach.
Nie ma jednak gwarancji, że brakujące 260 mln zł uda się w całości uzupełnić. To sprawia, że część samorządów już dziś działa w warunkach niepewności co do finansowania przewozów od początku przyszłego roku.
Tym samym tegoroczny nabór ponownie uruchomił dyskusję o konstrukcji samego funduszu. FRPA działa od 2019 roku i w tym czasie jego budżet wzrósł z niespełna 140 mln zł rocznie do ponad 1 mld zł. Mimo tego wzrostu eksperci i samorządy zgodnie wskazują, że mechanizm wciąż nie nadąża za realnymi potrzebami.
Wśród najczęściej podnoszonych problemów są:
- brak stabilności wieloletniego finansowania,
- coroczne naborowe „gaszenie pożarów” zamiast planowania sieci,
- preferowanie krótkich, gminnych linii kosztem spójnych układów ponadgminnych.
Efekt jest taki, że fundusz skutecznie poprawia dostępność transportu w niektórych miejscach, ale nie prowadzi do trwałej likwidacji białych plam w skali regionów.
Zapowiedź zmian od 2027 roku
Równolegle do rozmów o brakujących środkach resort infrastruktury zapowiada zmiany w zasadach funkcjonowania funduszu, które miałyby wejść w życie od 2027 roku. Zgodnie z deklaracjami, większą rolę w planowaniu sieci i podziale środków mają otrzymać samorządy województw, a podstawą finansowania mają być wojewódzkie plany transportowe.
Celem ma być lepsza koordynacja linii, ograniczenie dublowania połączeń i większe wsparcie dla przewozów o znaczeniu ponadlokalnym. Krytycy tych zapowiedzi zwracają jednak uwagę na ryzyko centralizacji decyzji i uzależnienia finansowania od administracyjnych planów, które nie zawsze nadążają za realnymi potrzebami mieszkańców.